Linki »
Serwis »
Forum »
Firmy »
Kontakt »
Strona główna »
Strona Główna
Bocian biały on-line
Wyszukiwarka
Wczoraj i dziś
Międzyrzecze
Samorzad
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Szkolno Przedszkolny
Międzyrzecze
GOK
Międzyrzecze
Biblioteka
Międzyrzecze
O¶rodek Zdrowia
Międzyrzecze
Parafie
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza
Międzyrzecze
OSP
Międzyrzecze
Międzyrzecze
KGW
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Międzyrzeczanie
Międzyrzecze
Emeryci
Międzyrzecze
Kluby sportowe
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Koło łowieckie
Międzyrzecze



Pozdrowienia    dodaj
Temat miesiąca
Strona główna
powrt

�wi�ty Marcin z Tours
data dodania: Poniedziałek 29 paĽdziernika 2007

 
Biografia
 
Trudno nam dzi� zrozumie�, kim by� dla �redniowiecza, szczególnie za� dla Francji, �w. Marcin z Tours. Niewielu chyba �wi�tych wywar­�o tak ró�noraki i tak wielki wp�yw po swojej �mierci, jak �w. Marcin. Tours sta�o si� jednym z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych Europy, po Rzymie i Composteli. Dzie�a Sulpicjusza Sewera dotycz�ce Marcina, a wi�c �ycie, Listy i Dialogi, nale�a�y, obok �ycia �w. Anto­niego, do wielkich bestsellerów �redniowiecza, sczytywanych przez ��d­nych cudów czytelników, wielokrotnie przerabianych w ró�nych zbio­rach legend. Nie ma chyba w Europie muzeum, w którego kolekcji malarstwa �redniowiecznego nie znajduje si� przynajmniej jeden obraz pokazuj�cy Marcina oddaj�cego swój p�aszcz ubogiemu. Ta za� scena sta�a si� has�em wywo�awczym dla wielkich akcji charytatywnych Ko­�cio�a: Marcin dziel�cy si� swym p�aszczem i Chrystus ukazuj�cy si� �w. Marcinowi przypomina�y wszystkim chrze�cijanom o obowi�zku po­mocy potrzebuj�cemu, i �e „cokolwiek uczynili�cie jednemu z tych naj­mniejszych, Mnie�cie uczynili" (Mt 25,40).
Kim by� �w. Marcin? Jego biografia, w której rozczytywa�o si� �redniowiecze, jest dzi� znana tylko nielicznym erudytom. Sytuacja ta jest szczególnie anormalna w Polsce, gdzie wedle mego rozeznania ist­niej� wprawdzie trzy przek�ady dzie� o �w. Marcinie (ks. W. Szo�drskiego, K. F. Abgarowicza i o. Polikarpa J. Nowaka, z�o�ona do druku w Wydawnictwie m), ale w... maszynopisie. Dzie�o, które zachwyca�o �redniowiecze, popad�o w zapomnienie, co wi�cej, na pocz�tku tego stulecia zosta�o zaatakowane frontalnie: poddano w w�tpliwo�� warto�ci osobowe Marcina i prawdomówno�� jego kronikarza — Sulpicjusza Se­wera. Praca krytyka �w. Marcina, Babuta, nale�y ju� dzi� do historii, natomiast dzie�o Sulpicjusza Sewera wysz�o z tej frontalnej krytyki ob­ronn� r�k� i znowu zaczyna zyskiwa� czytelników. Warto wi�c je przy­pomnie� równie� w Polsce. 
 
 
�w. Marcin z Tours
 
Spróbujmy teraz przedstawi� �ycie samego Marcina na podstawie biografii Sulpicjusza Sewera, zwracaj�c jednak uwag� na trudno�ci, na jakie natrafia historyk Marcina. Marcin urodzi� si� w Sabarii, inaczej zwanej Sawari�, w prowincji Panonia, mie�cie wówczas poga�skim, dzi� Szombathely na W�grzech (cho� nie brak innych lokalizacji, np. miejsce, gdzie dzi� stoi s�awne opactwo Panonhalma, pod wezwaniem �w. Marcina). W tym czasie (oko�o roku 317), jego ojciec by� wojskowym, który ze zwyk�ego �o�­nierza doszed� do do�� wysokiego stopnia trybuna; pozostaje proble­mem, czy by� pochodzenia rzymskiego czy barbarzy�skiego. Rodzice nadali mu imi� Martinus, co znaczy „ma�y Mars", „Marsik" — imi�, które mimo poga�skiego pochodzenia, i to w dodatku od bo�ka poga�­skiego, przyj�o si� w�ród chrze�cijan. Wykszta�cenie pobiera� w Pawii; nie bardzo wiemy, dlaczego tam w�a�nie si� uda� wraz z rodzicami, któ­rzy jednak potem powrócili do Panonii. W Pawii pozna� chrze�cija�­stwo, i by� mo�e, zosta� katechumenem, co nie wzbudzi�o jednak za­chwytu ojca. Inne wiadomo�ci o religijno�ci i d��eniu do �ycia zakon­nego mo�na uzna� raczej za legend� ze wzgl�du na anachronizmy. Jako syn wojskowego Marcin podlega� poborowi, ale, jak si� wydaje, uciek� od d�ugiej s�u�by wojskowej, jak to czyni�o wielu jemu wspó�czesnych, ojciec jednak wyda� go w�adzom wojskowym, by� mo�e tak�e w celu oderwania od chrze�cija�stwa. Tak wi�c Marcin w wieku oko�o 15 lat zosta� wojskowym w doborowej gwardii przybocznej (alae scholares), do której zazwyczaj wybierano barbarzy�ców.
S�u�b� wojskow� Marcin odbywa� w Galii. Tam w�a�nie, w Amiens, mia�a miejsce s�awna scena z biedakiem: w zimowy ranek Marcin nie maj�c co da� trz�s�cemu si� z zimna biedakowi, przeci�� swój p�aszcz i da� mu po�ow�. We �nie ukaza� mu si� Chrystus, ubrany w po�ow� p�aszcza, mówi�c: „Marcin, jeszcze katechumen, da� mi p�aszcz". S�owa Chrystusa uzna� Marcin za wyrzut i natychmiast przyj�� chrzest. W woj­sku, wedle opowiadania Sulpicjusza, wiód� �ywot mnicha: ubogi, dzieli� si� tym, co mia� i us�ugiwa� swojemu ordynansowi - niewolnikowi.
W czasie wyprawy wojskowej przed Wormacj�, gdy cesarz Julian, pó�niejszy Apostata, osobi�cie rozdawa� nagrody pieni�ne (donativum), Marcin odmówi� jej przyj�cia, stwierdzaj�c, �e jest �o�nierzem Chrystusa i zg�osi� ch�� opuszczenia wojska. Wobec zarzutu tchórzostwa o�wiad­czy�, �e pójdzie na wroga z samym znakiem krzy�a. Zakuty w kajdany oczekiwa� na bitw�, ale przybyli pos�owie od barbarzy�ców, prosz�c o pokój. Marcin zosta� zwolniony z wojska oko�o 356 roku. Tak ko�czy si� pierwszy etap jego �ycia.
Prawdopodobnie w czasie pobytu w wojsku Marcin utrzymywa� kon­takt z jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ko�cio�a w Galii, bi­skupem Poitiers — Hilarym. Do niego te� uda� si� teraz Marcin. Hilary chcia� go w��czy� do szeregów swego duchowie�stwa i udzieli� mu �wi�ce� diakonatu (musia� by� wi�c ju� wtedy Marcin dojrza�ym cz�owiekiem). Lecz on z pokory zgodzi� si� tylko na przyj�cie niskiego urz�du egzorcysty. Wkrótce potem Marcin opu�ci� Poitiers i na skutek wizji wyruszy� do Panonii, by nawróci� swych rodziców. Czy istotnie taki by� g�ówny powód jego podró�y? Czy przypadkiem Hilary, zaanga­�owany w walk� z arianizmem, nie pos�a� go z misj� na Ba�kany, b�d�­ce pod przemo�nym wp�ywem arian? Wkrótce potem Hilary zostanie zes�any przez cesarza na Wschód.
W czasie przej�cia przez Alpy Marcin zosta� napadni�ty przez zbój­ców, których nawróci�. Gdy min�� Mediolan, pokaza� mu si� szatan obiecuj�c, �e b�dzie szed� w �lad za nim, gdziekolwiek on si� uda. Walka z szatanem jest jednym z g�ównych tematów �ycia.
W domu (a wi�c rodzice powrócili z Pawii do Sabarii) misja uda�a si� po�owicznie: nawróci� matk� i innych pogan, ojciec jednak pozosta� poganinem. Z Ilirii zosta� wyp�dzony przez arian, podobnie z Mediola­nu, gdzie zbudowa� sobie pustelni� u wrót miasta. Uda� si� wi�c z ka­p�anem (jak abba z uczniem?) na wysp� Gallinaria na Morzu Tyrre�skim — wyspy by�y tym dla Zachodu, czym pustynia dla Wschodu — który to pobyt jednak omal nie sko�czy� si� tragedi� — Marcin zatru� si� jakimi� zio�ami. Tam dosz�a go wie�� o zwolnieniu Hilarego, uda� si� wi�c do Rzymu, by tam go spotka�, ale nie zastawszy go ju� tam, powróci� do Poitiers. Tak zako�czy� si� drugi etap �ycia Marcina jako w�drownego mnicha.
Powtórne spotkanie z Hilarym by�o decyduj�ce; jak si� wydaje, a� do swojej �mierci w roku 367, by� on ostoj� i oparciem dla Marcina. Po pierwsze dlatego, �e prawdopodobnie wtedy otrzyma� Marcin diakonat i kap�a�stwo. Po drugie, jak si� wydaje, nie bez wp�ywu Hilarego — który na Wschodzie, w Syrii, zapozna� si� z �yciem mnichów — posta­nowi� za�o�y� klasztor. Hilary oddaje mu posiad�o��: will� Locogogiacum oko�o 8 km od Poitiers. Kariera Marcina-mnicha jest typowa: naj­pierw mnich w�drowny, nast�pnie pustelnik (Mediolan, Gallinaria), w ko�cu mnich-cenobita, który w ko�cu zostaje biskupem-mnichem. Taki jest pocz�tek s�awnego opactwa w Liguge, pierwszego znanego klasztoru w Europie, za�o�onego oko�o 360 roku. �lady tych pierwszych zabudowa� klasztornych odkryto przy obecnym klasztorze. Marcin, ubo­gacony do�wiadczeniami mnicha w�druj�cego i pustelnika, podj�� teraz �ywot prawdziwego mnicha.
Nie posiadamy, niestety, wiadomo�ci o klasztorze, w którym Marcin zas�yn�� jako cudotwórca; Sulpicjusz Sewer interesuje si� bardziej cuda­mi dokonanymi przez Marcina ni� wydarzeniami z jego �ycia, tote� z okresu sp�dzonego w klasztorze opowiada tylko o dwóch wskrzesze­niach przez niego dokonanych. Wydaje si�, �e Marcin nada� klasztorowi cel podwójny: �ycie ascezy i modlitwy, oraz apostolstwo. Dziesi�� lat sp�dzonych w Liguge, w czasie których umar� opiekun Marcina, Hilary, przynios�o Marcinowi wielk� s�aw� cudotwórcy. Tote� gdy umar� biskup Liboriusz w Tours, lud, wbrew protestom biskupów, wybra� biskupem Marcina, którego sprowadzono podst�pem do Tours i, mimo sprzeciwów takich biskupów jak Defenzor z Angers, zosta� konsekrowany na biskupa Tours 4 lipca 371 lub 372 roku. Opór ich ro­zumiemy: pochodz�cy z arystokracji galijskiej biskupi byli przera�eni widokiem ascety „o szkaradnym obliczu, w brudnym ubraniu i z rozczo­chranymi w�osami", którego �wiat tak bardzo ró�ni� si� od ich poj��. To prawdopodobnie z ich kr�gów rozpocznie si� atak na biskupa z Tours, który trwa� b�dzie w czasie ca�ego jego pontyfikatu i nie os�abnie po jego �mierci. Nie zapominajmy jednak, �e z drugiej strony dzia�alno�� Marcina jest przyjmowana z entuzjazmem przez niektóre kr�gi arysto­kracji galijskiej: Paulin z Noli, Sulpicjusz Sewer i jego kr�g, Arboriusz, krewny Auzoniusza, s� jej przedstawicielami i wielu spo�ród nich w�a�­nie podejmie �ycie monastyczne.
Marcin stanowi� bowiem nowy typ biskupa: biskupa-mnicha. Jed­nym z pierwszych jego kroków by�o za�o�enie klasztoru w zakolu Loary; nazwano go Maius Monasterium, st�d francuska nazwa — Marmoutier. W klasztorze wkrótce znalaz�o si� osiemdziesi�ciu mnichów, a Marcin sp�dza� w nim na modlitwie swe wolne chwile; w klasztorze tym przygotowywa� on mnichów nie tylko na wyprawy misyjne, ale, jak si� zdaje, by�o to tak�e miejsce formacji kleru, i niejeden wybitny bi­skup galijski V wieku rozpoczyna� swoj� formacj� duchow� w Marmoutier. Klasztor wi�c wyra�nie ma dwie funkcje: modlitw� i prac� apostol­sk�; m�odzie� natomiast klasztorna zajmowa�a si� przepisywaniem ksi�g — by�o to wi�c swoiste skryptorium. Jak si� wydaje za�o�y� Marcin i inne klasztory, prawdopodobnie te� i �e�skie; na pogrzebie bowiem Marcina mia�o by� oko�o dwóch tysi�cy mnichów oraz liczne mniszki. Jednak monastycyzm Marcinowy, nie maj�cy podstaw i zasad organizacyjnych, rozpad� si� po �mierci swego charyzmatycznego za�o­�yciela.
Natomiast funkcja apostolska klasztoru wywar�a wielki wp�yw na �y­cie Galii. Otó� chrze�cija�stwo w Galii IV wieku ogranicza�o si� nie­mal�e wy��cznie do miast, wie� galijska pozostawa�a zupe�nie poga�ska (wy��czywszy mo�e po�udniow� Gali� i dolin� Rodanu), a biskupi, jak si� wydaje, nie bardzo troszczyli si� o jej chrystianizacj�. Marcin ze swoimi mnichami ruszy� wi�c na wie� galijsk�, aby tam szerzy� chrze­�cija�stwo: nauczaj�c, ale równocze�nie burz�c �wi�tynie i sanktuaria poga�skie, wycinaj�c �wi�te gaje i drzewa, czemu towarzyszy�y liczne cuda. Marcin nie ogranicza si� do swojej diecezji: w�druje po ca�ej Ga­lii, a cho� lokalne tradycje s� bez w�tpienia przesadzone, tym niemniej zasi�g jego dzia�alno�ci duszpasterskiej jest ogromny: Trewir, Chartres, Pary�, Delfinat, Wiede�, gdzie znaleziono ciekaw� inskrypcj� Feduli ochrzczonej przez Marcina. Jak reagowali na t� akcj� inni biskupi galij­scy? Czy przypadkiem to bezceremonialne wchodzenie w ich diecezje nie by�o równie� powodem konfliktów?
T� prac� przedstawia Sulpicjusz Sewer jako walk� z szatanem, któ­rego, jak mnisi pustynni, wyp�dza ze swoich siedzib. To systematyczne niszczenie poga�stwa prowadzi Marcin z gwa�towno�ci�, powiedzieliby­�my nawet brutalno�ci�. Ale obok tego widzimy Marcina odwiedzaj�ce­go regularnie parafie swojej diecezji, wspó�czuj�cego n�dzy ludzkiej, jak niegdy� w Amiens, obejmuj�cego tr�dowatego w Pary�u, broni�cego torturowanych wi�niów przez okrutnego namiestnika, ujmuj�cego si� nawet za heretykami, którym grozi �mier�. Marcin zwalcza przes�dy: li­kwiduje fa�szywe relikwie i demaskuje fa�szyw� pobo�no�� mnichów. Sulpicjusz notuje szczegó� ciekawy dla poznania pobo�no�ci Marcina: gdy szatan ukazuje si� mu jako Chrystus we wspania�ych królewskich szatach, Marcin odpowiada, �e wierzy tylko w Chrystusa pojawiaj�cego si� z oznakami m�ki i cierpienia. Ciekawy to przyczynek do historii po­bo�no�ci do M�ki Pa�skiej. Opowiadanie Sulpicjusza przynosi nam posta� biskupa z Tours bogat�, ciekaw� i nietypow�.
Osobny rozdzia� stanowi stosunek Marcina do w�adzy pa�stwowej. Potrafi� powstrzyma� od okrucie�stwa namiestnika Awianusa, o którym w niepochlebnych s�owach wypowiada si� równie� historyk Ammianus Marcellinus, interweniuj�c skutecznie w sprawie wi�niów, którzy mieli zosta� straceni. Nie wiemy, czego ��da� od cesarza Walentyniana, do którego wdar� si� do�� bezceremonialnie. Bardziej skomplikowany jest stosunek Marcina do samozwa�ca Maksyma, który, po obwo�aniu go ce­sarzem, zamordowa� cesarza Gracjana i rz�dzi� w Galii, by w ko�cu, przeprawiwszy si� przez Alpy, zej�� do Italii, gdzie pobiwszy Walenty­niana, sam zosta� pokonany przez Teodozjusza Wielkiego. Marcin, jak si� wydaje, utrzymywa� na ogó� dobre stosunki z Maksymem, którego �ona odnosi�a si� do niego ze szczególnym szacunkiem. Cie� na te sprawy rzuci�a sprawa Pryscyliana.
Mimo licznych prac dotycz�cych Pryscyliana, sprawa daleka jest od ostatecznego rozwi�zania. Pryscylian, surowy asceta hiszpa�ski, zebra� wokó� siebie ludzi chc�cych �y� w surowej ascezie. Jak si� wydaje, na­uka jego zawiera�a liczne rysy zaczerpni�te z manicheizmu i gnozy. Po­t�piony przez synod w Saragossie (380 rok), uda� si� do Rzymu, gdzie nie zosta� przyj�ty przez papie�a Syrycjusza, podobnie potraktowa� go Ambro�y w Mediolanie. Powtórnie pot�piony przez synod w Bordeaux w roku 384 odwo�a� si� do cesarza, który skaza� go na �mier�, czemu ostro sprzeciwi� si� Marcin. Po �mierci Pryscyliana, którego nie uda�o mu si� ocali�, stara� si� uratowa� przynajmniej jego zwolenników i, by to uczyni�, nawi�zuje nawet wspólnot� (communio) z biskupami, którzy doprowadzili do skazania Pryscyliana, co sobie do ko�ca �ycia b�dzie wyrzuca� i po roku 385 nie we�mie udzia�u w �adnym z synodów ga­lijskich, by nie spotka� niegodnych biskupów, co oczywi�cie dolewa�o oliwy do oskar�e� Marcina, którego podejrzewano nawet o pryscylianizm.
Marcin umar� w Candes, gdzie uda� si� w celu pogodzenia tamtej­szego kleru. Po doprowadzeniu do zgody poczu� si� �le. Umar� pogo­dzony z wol� Bo��. Modli� si� do Boga, aby, je�li jest potrzebny ludo­wi, pozosta� jeszcze przy �yciu, bo nie wzbrania si� pracy, ale niech si� stanie wola Bo�a. Na �o�u �mierci walczy jeszcze z szatanem, który to­warzyszy� ca�ej jego dzia�alno�ci od czasu spotkania w Alpach. Umar� w wieku lat osiemdziesi�ciu jeden, 8 listopada 397 roku. Zw�oki jego przewieziono do Tours, gdzie zosta� pogrzebany 11 listopada — st�d je­go �wi�to w tym dniu. Rozpoczyna si� nowy okres �ycia Marcina — triumf po �mierci.
Marcina przedstawia Sulpicjusz Sewer jako �o�nierza z musu, bisku­pa z obowi�zku, a mnicha z wyboru, a przede wszystkim jako cudo­twórc�. Dzie�o Sulpicjusza Sewera cieszy�o si� nie s�abn�cym powodze­niem i wiarygodno�ci� a� do XVIII wieku, kiedy to wydawca dzie� Sulpicjusza, Leclerc, zarzuci� Sulpicjuszowi k�amstwa. T� tez� podj�� C. Ch. Babut, który w monografii Marcina, wydanej w 1912 roku, stwierdza�, �e wprawdzie Marcin istnia�, ale jego dzieje to wymys� Sul­picjusza Sewera. W rzeczywisto�ci by� to kiepski �o�nierz, o�mieszony mnich, biskup bez autorytetu, prawdopodobnie zamieszany w spraw� Pryscyliana, który nie odegra� wi�kszej roli w historii Galii. Jego dzieje to zlepek opowiada� zaczerpni�tych z Biblii i opowiada� o mnichach, a legenda Marcina pojawi�a si� dopiero po �mierci tych, którzy go zna­li. Trudno o bardziej radykalne uj�cie!
Dzie�o Babula, mimo swoich paradoksów, posiada�o niezaprzeczaln� warto��: zastosowa�o bowiem wszystkie �rodki wspó�czesnej metody hi­storycznej do postaci �w. Marcina i tymi� �rodkami zosta�o pobite. Od­powiedzieli na nie w ci�gu ostatniego pó�wiecza: wielki hagiograf, Bollandysta H. Delehaye, C. Jullian, historyk — podobnie zreszt� jak Leclerc i Babut kalwinista — oraz historyk literatury J. Fontaine. Je�li dzi� nikt nie przyjmuje twierdze� Babuta, który, dodajmy, zgin�� jako �o�nierz w czasie I wojny �wiatowej, to wywo�a�y one g��bsz� refleksj� historyczn� nad postaci� Marcina i nad sam� metod� hagiografii, przy­pominaj�c, �e dzie�o hagiograficzne nale�y czyta� inaczej ni� dzie�o hi­storyczne. A dzie�o Sulpicjusza Sewera jest w�a�nie dzie�em hagiograficznym.
Typowym tu przyk�adem jest problem chronologii. Chronologia dzie­�a Sulpicjusza Sewera, niezgodna sama w sobie, nie zgadza si� równie� z t�, któr� podaje Grzegorz z Tours. Punktem spornym jest tu szczegól­nie czas jego s�u�by wojskowej. Poniewa� jednak w IV wieku w Ko­�ciele istnia�o wiele zastrze�e� co do s�u�by wojskowej chrze�cijan, uwa�ano, �e po przyj�ciu chrztu powinni oni j� porzuci�; nale�a�o wi�c pokaza�, �e Marcin, syn �o�nierza, zobowi�zany do zwyczajnej, dwu­dziestopi�cioletniej s�u�by wojskowej, zosta� do tej s�u�by zmuszony, i opu�ci� j�, skoro tylko to by�o mo�liwe; b�d�c �o�nierzem �y� jak mnich, a pobyt w wojsku przeci�gn�� na pro�b� swojego przyjaciela--trybuna, który chcia� te� sta� si� mnichem. Ten wystylizowany opis s�u�by wojskowej Marcina, mnicha-�o�nierza, skróconej do minimum, spowodowa� zaburzenia chronologii.
Podobnie wystylizowano opis opuszczenia przez Marcina s�u�by wojskowej wedle konwencji akt m�czenników: Julian tyran dr�y, gdy niez�omny Marcin rzuca mu w oczy: „Jestem �o�nierzem Chrystusa" i deklaruje pój�� z krzy�em na nieprzyjació�. Scena zbudowana wedle schematu akt m�czenników wojskowych (Typazjusza, Maksymiliana) przedstawia Marcina jako duchowego dziedzica m�czenników, jako mnicha m�czennika.
Posta� Marcina zbudowano wedle wzorów „m�a boskiego" (theios aner), który idzie przez �wiat czyni�c cuda, pokazuj�c w swym �yciu objawy mocy Boga. Nie wykluczamy mo�liwo�ci prawdziwych cudów Marcina — by�oby to pogwa�cenie tekstu — ale stwierdzamy, �e wiele z nich to po prostu transpozycja cudów starotestamentalnych, wskazuj�­ca na Marcina jako kontynuatora dzie�a Proroków (temat cz�sto spoty­kany w literaturze monastycznej). Ciekawe zestawienie cudów Marcina i ich paraleli daje w cytowanej w bibliografii ksi��ce C. Stancliff. Po­dobnie rzecz ma si� z marcinow� walk� z szatanem. Autor w plastycz­nych obrazach stylizuje ca�� dzia�alno�� Marcina jako walk� z szatanem. Obok tego roi si� w utworze Sulpicjusza Sewera od funkcjonuj�cych w tym czasie (i nie tylko wtedy!) stereotypów literackich, jak cho�by opis nawrócenia zbójcy.
Sulpicjusz przedstawia Marcina w konwencji prostaka dzia�aj�cego wielkie cuda, cho� z kart jego dzie� wyra�nie przebija posta� cz�owieka bystrego, maj�cego wykszta�cenie wed�ug ówczesnych przynajmniej standardów podstawowe, i który bynajmniej nie czuje si� zagubiony na dworach mo�nych tego �wiata.
I w ko�cu jeszcze jeden element: retoryka. Sulpicjusz Sewer by� �wietnym retorem i pisarzem i wiedzia�, jak przedstawia� sprawy tak, by wywo�a� wra�enie. Przeczytajmy opis interwencji u Awicjana: pó�­noc, trzykrotne pukanie, objawienie anio�a itd. Jak przejmuj�co przedstawiono to proste wydarzenie interwencji u namiestnika! A ponadto w dziele wida� niepohamowany entuzjazm Sulpicjusza Sewera wzgl�­dem Marcina: chce pokaza�, �e jest on wy�szy od Ojców Pustyni, rów­ny Prorokom, Aposto�om, a nawet zbli�a si� do Chrystusa poprzez swo­je cuda.
Nie ma wi�c podstaw, by znakomitemu autorowi Kroniki i pism Marcinowych zarzuca� k�amstwo i �wiadomy monta� postaci. Trzeba tylko umie� czyta�, by spod stylizacji hagiograficznej i retorycznej, a nawet spod elementów folkloru, wydoby� posta� prawdziwego, �ywe­go Marcina.
Pozostaje jeszcze jeden argument Babuta: czy Marcin istotnie by� znany tylko Sulpicjuszowi i czy nie ma istotnie o nim innych �wia­dectw? H. Delehaye wykaza� �lady tradycji Marcinowej u innych pisa­rzy. Pami�tajmy równie�, �e by�y to czasy staro�ytne, i komunikacja mi�dzy lud�mi wygl�da�a inaczej, jak obecnie. Dwaj pisarze prze�omu II i III wieku Hipolit i Tertulian nie znaj� siebie, Ambro�y nie wspomina o wspó�czesnym sobie Hieronimie, a Atanazy o Hilarym. Czy z tego wynika, �e nie istnieli? Cz�sto, nawet bez z�ej woli, my�limy o staro�yt­no�ci kategoriami wspó�czesno�ci, a z tego mog� wynikn�� wielkie g�u­pstwa naukowe.
ks. Marek Starowieyski
(W drodze 11(255)1994)
powrt
Copyright ⓒ Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza 2007-2020